Kolejny raz wracam do archiwalnych materiałów. Dziś biorę na warsztat ogromny teren, wiele budynków, które tworzyły kiedyś trzon uzbrojenia hitlerowskich Niemiec.
Obecnie prawie cała ta infrastruktura wchodzi w skład tzw. Gewerbepark, czyli strefy przemysłowej. Jedne z budynków są zagospodarowane, inne stoją i popadają w ruinę. Trzeba jednak przyznać, że czas dość łagodnie się z nimi obchodzi.
Sięgam pamięcią do lipca 2016 roku. Właśnie wtedy miałem możliwość trochę bliżej przyjrzeć się tym terenom.
Co to jest DAG?
Wiem, że może ta nazwa brzmi dla niektórych obco. Jest to w zasadzie skrót, zaczerpnięty z języka niemieckiego. DAG (Dynamit-Actien-Gesellschaft) to nic innego, jak fabryka amunicji.
Ten konkretny zakład działał w latach 1937-1940, produkowano tutaj głównie nitrocelulozę potrzebną do produkcji materiałów wybuchowych.
W naszym kraju również znajduje się kilka takich obiektów. Największy z nich – Kombinat DAG Alfred Nobel Krzystkowice zajmuje powierzchnię aż 35 km² 😮
Informacje i namiary
W 2016 roku w zasadzie mieszkałem kilka kilometrów od miasta Landsberg am Lech. Jak wielu naszych rodaków w tamtym czasie – wyruszyłem do Niemiec „za chlebem”. Słoneczne, niedzielne popołudnia dość często mijały mi na niewielkich wycieczkach po okolicy. Wspominam ten czas bardzo dobrze, trafiłem bowiem w bardzo piękny region.
Pewnego dnia, podczas przerwy na doładowanie organizmu kofeiną mój serdeczny kolega – Robert (którego z tego miejsca pozdrawiam 🙂 ) wygadał się o moim nietypowym hobby przy naszym przełożonym. Gość podchwycił temat, zainteresował się, przejrzał galerię zdjęć na mojej poprzedniej stronie i wpadł mu do głowy pewien pomysł.
Podrzucił mi namiary na to właśnie miejsce, zachęcając mnie do pokręcenia się tam któregoś dnia. Miałem wrażenie, że sam jest mocno zainteresowany tematem. Głównie dlatego, że zadawał dziesiątki pytań odnośnie mojej pasji i planów na najbliższy weekend.
Nie myliłem się, bo kilka dni później zapytał kiedy będą zdjęcia 😉
Lecimy z aparatem w teren

Trafienie tutaj nie jest czymś skomplikowanym. Jak w każdym mieście posiadającym strefę przemysłową – oznakowanie jest dość ważną rzeczą. Teren w znacznej większości jest tu otwarty i ogólnodostępny.
Znaczną część mniejszych budynków zasłania bujna roślinność, ale mogę śmiało powiedzieć, że hal podobnych do tych ze zdjęcia jest tu zdecydowanie najwięcej. Oczywiście na chwilę obecną są w różnym stanie i różne jest ich przeznaczenie, ale aż tak mocno nie będziemy w to wnikać.
Postanowiliśmy trochę się tu pokręcić bez mapy i bez planu. Dlatego zostawiliśmy samochód gdzieś pośrodku tego terenu i ruszyliśmy przed siebie.
Rozejrzyjmy się tu trochę
Już w trakcie jazdy zauważyliśmy, że podobnych budynków jest tutaj bardzo dużo. Na oko kilkadziesiąt na chwilę obecną. Z tego co wiem, wszystkie powstały w mniej więcej tym samym czasie, ale miały różne przeznaczenie. W niektórych magazynowano półprodukty, w innych gotową nitrocelulozę. Jeszcze inne służyły do przechowywania części zamiennych do samolotów Luftwaffe, czy np. umundurowania dla Wehrmachtu.
Chodziło tutaj między innymi o dezinformację, bo nikt spoza wtajemniczonych nie wiedział co, gdzie i w której hali się znajduje. Musiało to być konkretne utrudnienie dla agentów obcego wywiadu. A i bombardowanie pewnie ciężko było zaplanować.
Jako pierwszy nasz cel postawiliśmy sobie znalezienie jakiejś otwartej i nieużywanej hali. Udało się to zrobić bardzo szybko.

Przyznam szczerze, że byłem pod wrażeniem, jeżeli chodzi o wielkość takowego magazynu.

Każda z budowli tu przez nas odwiedzonych miała podobną konstrukcję. Wszystkie hale miały identyczny, betonowy trzon składający się z betonowych filarów i betonowego sklepienia. Reszta była zapewne budowana i modyfikowana w zależności od potrzeb.
Trafiliśmy także na halę, która była zupełnie otwarta.
Tu jest jakby… luksusowo!

Na prawdę nie wiem kto i po kiego grzyba przytargał tutaj te meble… Na pierwszy rzut oka to wygląda, jak plan jakiegoś talk show w klimatach postapo. A może faktycznie coś tutaj było kręcone?
Nie mam pojęcia, ale na uwagę zasługuje fakt, że hala była kiedyś obmurowana dookoła, ale tylko do połowy wysokości filarów. Czyżby magazynowano tutaj coś, co wymagało konkretnego przewiewu?

Kolejna rzecz, na którą moim zdaniem warto zwrócić uwagę, to otaczająca te wszystkie budowle roślinność.

Wydaje mi się, że te drzewa mogły zostać posadzone w ten sposób celowo, aby stworzyć naturalną zasłonę dla zabudowań. Na dachach niektórych hal pewnie też jest mocno rozwinięta flora więc z góry pewnie mamy do czynienia z jednolitą zielenią. Chciałbym sprawdzić tą teorię, ale niestety nie posiadam drona.
Jestem natomiast pewny, że z samolotu, zwłaszcza lecącego na wysokim pułapie nie da się określić dokładnego układu zabudowań. To znaczy w czasie drugiej wojny światowej się nie dało, a już z pewnością nie gołym okiem.
Teraz może już jest o to znacznie łatwiej, bo mamy przecież do dyspozycji nowoczesne technologie takie jak LIDAR, ale wtedy? Alianci chyba wykonywali takie loty głównie w nocy, żeby nie ryzykować odkrycia i możliwości odstrzelenia tyłka z działa przeciwlotniczego.
Niemcy nie pozostawili tego przypadkowi i nie pozwolili na to, by drzewa rosły sobie totalnie losowo. Ktoś musiał to bardzo dobrze przemyśleć i zaplanować.
Ten właściwy cel wyprawy
Nie ukrywam, że przed przyjazdem odrobinę poczytałem sobie o obiektach DAG. Może nie jakoś bardzo dużo o nich wiem, ale zauważyłem, że budując te tzw. hale nitracji naziści korzystali z bliźniaczych projektów. Widziałem sporo zdjęć w sieci i mogę śmiało powiedzieć, że wizualnie te obiekty są niemal identyczne. Wiedziałem zatem mniej więcej czego szukam.
Szukał, szukał i znalazł.

No tak, nieźle to wszystko pozarastało. I nawet ktoś to tak ładnie siatką ogrodził, żeby się tu tacy nie pałętali. Będzie ciężko… To tylko pozory, kilka metrów dalej w krzakach zostawili nam otwartą furtkę 😉
Wchodzimy? No jasne!
I tutaj Wam muszę przyznać, że budynek jest znacznie większy, niż na początku może się wydawać.

Nie znam się na produkcji takich rzeczy jak nitroceluloza, więc nie wiem które pomieszczenie do czego mogło służyć. Postanowiłem więc polatać z aparatem i wypatrzyć coś ciekawego. I już chwilę po wejściu do budynku dowiedziałem się dwóch rzeczy:
Lokalni graficiarze są na prawdę zdolni.
Muszę się mocno pilnować i cały czas spoglądać pod nogi, bo można się tu co kawałek wkopać w konkretną dziurę w stropie.


Jak dobrze że mają tu klatki schodowe. Można przedostać się na samą górę bez kombinacji alpinistycznych.

I nawet balkon tu mają. A w sumie to dwa.

Tutaj musiało być kiedyś mnóstwo maszyn, urządzeń i aparatury. Otworów technicznych jest więcej niż sporo. Ciekawe jak to wszystko wyglądało…

Ilość otworów na ostatnim piętrze to już jakiś hardkor.

Lądowanie w tym miejscu byłoby pewnie jednym z bardziej bolesnych doświadczeń, jeśli nie ostatnim z nich.

Bardzo się cieszę, że w sumie w wyniku przypadku mogłem sobie zwiedzić i dokładnie obejrzeć to miejsce. Uświadamia to trochę potęgę, organizację i wyrachowanie nazistów z czasów drugiej wojny światowej. Muszę się jeszcze wybrać do któregoś z DAGów leżących na terenie naszego kraju, tak dla porównania. Dopisuję sobie zatem tą pozycję do i tak długiej listy życzeń. Jeśli uda się tam dotrzeć, to dowiecie się o tym z pewnością.
