Wyjazd, o którym dzisiaj zamierzam Wam opowiedzieć, to w zasadzie nasza podróż poślubna.
Czemu nie Majorka? Czemu nie Turcja, czy Hurghada? Ze względu na maleńką fasolkę i zalecenia lekarza, by raczej odpuścić sobie loty samolotem 😉
Z perspektywy czasu stwierdzam, że to był bardzo dobry pomysł. Nasze kochane Tatry na zawsze będą w moim sercu na tym szczególnym miejscu i zawsze będę uważał je za najpiękniejsze góry. I to niezależnie, czy znajdę się po ich polskiej, czy słowackiej stronie. Być może uważacie inaczej, jest przecież wiele łańcuchów górskich na tym świecie… Do tej pory miałem okazję pobuszować też odrobinę po Alpach, ale to jednak Tatry zawsze sprawiają, że serce bije mocniej.
Czas na wycieczkę
Na samym początku miałem pewne obawy, głównie o pogodę. Na miejsce dotarliśmy niewiele przed trzynastą, a niebo było w tym czasie zasnute chmurami. Pierwszy złapany tego dnia kadr prezentuje budynek, który google wypluwa zawsze jako jeden z pierwszych wyników wyszukiwania tego miejsca.

Przyznam szczerze, że bryła tego budynku nie jest jakoś bardzo wyszukana. Jest to nic innego, jak Hotel Patria, ale nie był on od początku celem tej wyprawy. Jak widzicie po tafli wody, oprócz zachmurzenia dokuczał nam odrobinę chłodny wiatr. Postanowiliśmy jednak ruszyć dalej i to był strzał w dziesiątkę, gdyż bardzo szybko się wypogodziło.

Z każdą minutą i każdym kolejnym krokiem pogoda coraz bardziej przypominała tę lipcową, więc z radością ruszyliśmy dalej. Ścieżka prowadząca wokół jeziora jest bardzo przyjemna, w sam raz na spacer. Od czasu do czasu udało się na chwilę przystanąć i na chwilę ucieszyć się napotkanymi widokami. Tego właśnie potrzebowaliśmy, spokojnego marszu w przyjemnych okolicznościach przyrody.

Wraz z każdym kolejnym krokiem i każdym promieniem słońca, który przebijał się przez chmury nabieraliśmy jeszcze większej ochoty na kontynuowanie wędrówki.

Początkowo planowaliśmy okrążyć jezioro, po drodze kilkukrotnie zatrzymywaliśmy się w miejscach, które w jakiś sposób wydawały się interesujące. Nie brakuje tu miejsc, w których można chwile przystanąć i cieszyć się widokami. Mnie osobiście w pewien sposób urzekł pewien mały domek, który utrzymano w stylu tutejszych tradycyjnych domów. Moim zdaniem fajna sprawa, a przy okazji niezła inspiracja dla młodych Tatów, by coś takiego zbudować na swojej działce. Dla dzieciaków mega frajda.

Jak pewnie zauważyliście w tytule tego wpisu, nasza mała wyprawa w pewnym momencie obrała jednak nieco inny kierunek. Po przebyciu mniej więcej jednej trzeciej tego szlaku naszym oczom ukazał się taki oto widok.

Nie ukrywam, że w tym momencie straciłem nieco zainteresowanie dalszym spacerem. Mówiąc kolokwialnie zajarałem się tym widokiem, jak Gargamel smerfami, więc nie było już innego wyjścia, czas podejść bliżej.
Podejście
Budynek znajduje się na niewielkim wzniesieniu i odrobinę góruje nad okolicą. Dość szybko udało się znaleźć scieżkę, która prowadziła w jego kierunku, więc wdrapaliśmy się tam dość ekspresowo. Muszę przyznać, że tutaj widok też jest bardzo malowniczy.

Po kilku minutach stanęliśmy przed ciekawie wyglądającym budynkiem. Zważywszy na nieco zdewastowane i otwarte na oścież drzwi nie dało się tędy przejść obojętnie.

Ja tu tylko na momencik
Przyznam się szczerze, że nie znoszę wandalizmu w żadnej postaci. Odwiedzając tego typu miejsca w większości przypadków robię to samotnie, ale zdarza się, że dołączam do większych ekip. Nie toleruję wtedy żadnych tego typu zachowań i spotykają się najczęściej z moją dość ostrą reakcją. Niewyparzonej gęby nie da się schować do kieszeni, a ja czasem dosadnie mówię o tym, co mi się nie podoba. Nie jestem jednak przewrażliwiony na tyle, by płakać nad rozlanym mlekiem. Jeśli coś jest już zniszczone, to trudno. Przyznaję, że montaż w tym miejscu luksferów to nietrafiony pomysł. I paradoksalnie to dobrze, że ktoś postanowił się ich pozbyć.

Budynek musi być dość często odwiedzany, niestety nie w celach typowo eksploracyjnych. W piwnicach znajdują się głównie pomieszczenia o charakterze bardziej technicznym.

Nie wiem do końca, czy był to po prostu dom mieszkalny, czy pełnił jakąś inną funkcję. Każde kolejne pomieszczenie, w którym się znalazłem przybliżało mnie jednak do tej myśli, że była to jednak prywatna i dość urokliwa posiadłość.
Zapraszam na salony
Wiem, że jest to pewnie wynikiem mojego zboczenia zawodowego, ale urzekło mnie w tym domu głównie jedno pomieszczenie. Przestronny salon, którego centralnym punktem jest urokliwy kominek z otwartym paleniskiem.

Oczami wyobraźni prawie dostrzegłem, jak uprzedni właściciele tego domu zasiadali w wygodnych fotelach i rozkoszowali się ciepłem ognia podczas mroźnych, śnieżnych nocy nad jeziorem. Nic nie poradzę, że uwielbiam ten klimat, nie ma sensu z tym walczyć. Czyż to nie wygląda wspaniale?

Pomieszczenie, które znajduje się tuż obok zostało oddzielone od salonu bardzo ciekawym łukiem. Najprawdopodobniej była tu jadalnia, w kącie której znalazł się kolejny smaczek, czyli przypominająca piec kaflowy obudowa komina.

Dobra, wystarczy mojego rozpływania się nad grzewczymi elementami wyposażenia. Czas zebrać tyłek, podreptać na górę i zobaczyć, co skrywa kolejna kondygnacja tej posiadłości.
Jak można się niestety spodziewać, na górze panuje totalna rozpierducha. Widziałem już niejeden taki budynek i muszę Wam powiedzieć, że to niestety częsty widok. Grabież, czy też chęć zniszczenia czegokolwiek? Nie wiem, ale skłaniam się ku myśli, że raczej to drugie. Nie wydaje mi się, że ktoś targałby cokolwiek z wyposażenia, a zwłaszcza drogą, którą my tutaj przybyliśmy. Postanowiłem, że nie będę się skupiał na roztrzaskanych i zdemolowanych pomieszczeniach. Pozostawię Wam tutaj jedynie przedsmak tego, jak to wszystko wyglądało.

Po krótkiej chwili udało się odnaleźć coś, co było prawdziwym zwieńczeniem tej niespodziewanej wizyty.
Urokliwy taras

Zarys tego ogromnego, częściowo zadaszonego balkonu widziałem już z dołu, ale nie spodziewałem się, że widok jaki stąd roztacza się po okolicy jest aż tak urokliwy.

Widok w drugą stronę wcale nie wygląda gorzej. Dlaczego ten dom został opuszczony?

Czas już się zwijać i skierować swoje kroki na dół. Ponownie nabraliśmy ochoty na dalszy spacer, żeby jeszcze przez jakiś czas cieszyć się tym przyjemnym miejscem o otoczeniem Jeziora Szczyrbskiego. Kiedy wyszliśmy z budynku i staraliśmy się odszukać wąską ścieżkę, którą widzieliśmy z góry, natknęliśmy się na jeszcze jedną ciekawostkę. Tuż przy posiadłości, w zasadzie na zboczu tego dość stromego pagórka odnaleźliśmy… basen. Dziś trochę już zarośnięty, jednak w czasach świetności musiał być wspaniałym miejscem na relaks – zwłaszcza ze względu na wspaniały widok na jezioro.

Jeszcze na koniec mały apel. Jeśli wiecie coś więcej na temat tego budynku, posiadacie jakąkolwiek sprawdzoną informację na jego temat, zapraszam Was do zakładki Kontakt, dajcie znać 🙂
