Niewielkie miejscowości czasem skrywają ciekawe sekrety. Taki wstęp odrobinę zalatuje tanim horrorem, ale nie mam tu na myśli nawiedzonych domów, czy tajemniczych zdarzeń, o których nikt w całej miejscowości nie chce głośno mówić.
W zasadzie dla tej niewielkiej wsi to miejsce nie stanowi żadnego sekretu. Ot, zwykła historia człowieka, który pozostawił po sobie sporą… kolekcję? No chyba nie do końca. Pozostawił po sobie sporą ilość wraków pojazdów wszelkiej maści.
Dlaczego więc wspomniałem o sekrecie? Bo te pozostałości nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Zarówno solidna brama, jak i matka natura nieźle skrywają skarby tego miejsca. A sąsiadujący z posesją mieszkańcy mają już trochę dosyć wizyt, zwłaszcza lokalnych znudzonych pacanów, którzy upodobali sobie niszczenie cmentarzyska.
Ja w zasadzie odwiedziłem ten ciekawy obszar dwukrotnie, co może tłumaczyć mieszankę pór roku na poniższych zdjęciach. Myślę, że po części mogę siebie nazwać entuzjastą motoryzacji, dlatego zapraszam Was teraz do obejrzenia galerii z tego smutnego muzeum wraków.
Ponadczasowy, swojski, nasz
Naszą przechadzkę zacznijmy od prawdziwej ikony naszej rodzimej motoryzacji. Myślę, że każdy z nas przynajmniej raz w życiu miał styczność z tymi pojazdami.

Mowa oczywiście o popularnym Maluchu, czyli Fiacie 126p. Ten egzemplarz smutno dogorywa w bujnej trawie, choć niejeden pasjonat byłby w stanie odratować to i owo.

Wspominałem o nieco wkurzonych sąsiadach? Z mojej rozmowy z najbliższym z sąsiadów wynika, że niedługo po mojej pierwszej wizycie w tym miejscu został… doszczętnie spalony. Pomijam już kwestię bezpieczeństwa, sąsiednie domy znajdują się dość blisko, ale co trzeba mieć w głowie, żeby tak postąpić? Stąd określenie „pacan” wydaje się być tym najwłaściwszym.
Wprost z ekranów w zapomnienie
Kolejny z naszych nadgryzionych zębem czasu eksponatów, to także swoista ikona. Któż nie kojarzy kanciastej sylwetki popularnego Borewicza? Niejeden młody chłopak marzył, że kiedyś będzie miał okazję mknąć tego typu statkiem w pościgu za złoczyńcami. Ten Polonez już niestety w żadnym pościgu udziału nie weźmie.

Kredens pośród lasu
Potocznych nazw tego modelu jest raczej sporo. Ja z lat dziecińtwa najbardziej zapamiętałem nazwę „Kredens”. Kolejna bardzo ważna figura w historii naszej motoryzacji – Fiat 125. Dziś w zapomnieniu wrasta w bujną roślinność, zapomniana przez wszystkich.

Zapomniana, piękna Czeszka
Kolejny egzemplarz, to auto, do którego mam swoisty sentyment. Raz, że moi rodzice przez jakiś czas się takim autem poruszali, dwa – jeden z sąsiadów z blokowiska jeszcze przez wiele lat posiadał zadbany, śnieżnobiały egzemplarz. Skoda 105 – ta niestety już stąd nie odjedzie.

I tu jest mała zagadka
Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem jak nazywa się marka i model kolejnego eksponatu. Na początku obstawiałem Opla Ascona, ale po głębszej analizie jestem niemal pewien, że to nie to. Czy poznajecie ten model? Dajcie koniecznie znać, chętnie uzupełnię ten wpis, a przy okazji sprawdzę, czy ktoś uważnie czyta moje wypociny 😉

Inne zapomniane krążowniki
Jak już wcześniej wspominałem, cmentarzysko jest pełne nie tylko samochodów osobowych, ale też zupełnie przeróżnych pojazdów. Ciężarówka, którą tutaj widzicie to najprawdopobniej stary Liaz.

Nieco bliżej bramy wjazdowej swoją drogę zakończyła również dość spora koparka.

Zaryzykuję stwierdzenie, że w niektórych zakładach dalej pracują sprzęty tego typu, które znacznie gorzej wyglądają. Ta jednak też już nie wyruszy do pracy, jest raczej mało mobilna.

Mój przyjaciel, Złomek
Kolejny napotkany tu egzemplarz budzi u mnie w zasadzie tylko jedno skojarzenie. Zupełnie nie wiem dlaczego.

Inne, zapomniane pojazdy
W ruinach zawalonej hali możemy jeszcze natrafić na zagadkowego dostawczaka. Niestety znów nie jestem pewien, z jakim samochodem mamy do czynienia. Moje pierwsze skojarzenie, to poczciwy Żuk, ale równie dobrze może to być częściowo rozebrany Tarpan. A na pierwszym planie błotnik od Syreny.

Mamy tu też jednak dość sporo pojazdów, których niestety nie jestem w stanie zidentyfikować… Ktoś podpowie?




Z ciekawszych artefaktów, które jednak nie do końca są pojazdami – ogromna betoniarka.

Ku wyjściu
Niezmiernie ciekawi mnie historia tego miejsca, podobnie jak historia każdego z pozostawionych tu pojazdów. Niestety osoby, z którymi rozmawiałem nie były w stanie powiedzieć zbyt wiele – to letniskowa miejscowość, większość ma tutaj działki od najwyżej kilku lat. Po „Kolekcjonerze” pozostały jedynie zawalone ruiny domostwa.

Być może wrócę tam kiedyś jeszcze raz i tym razem uzyskam odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Mam tylko nadzieję, że nie zastanę kolejnych spalonych wraków.
