Jeżeli uważnie śledzicie mój profil w sieci, to zapewne ten widok jest Wam dobrze znany. Obiecałem, że w to konkretne miejsce wrócę przy najbliższej okazji i taka okazja w końcu się pojawiła. Czas zatem przyjrzeć się temu niezwykłemu miejscu nieco bliżej.
Najciemniej pod latarnią?
Piramida leży w dość bliskiej okolicy mojego miejsca zamieszkania. Jakim cudem wcześniej o niej nie wiedziałem? Też mnie to zastanawia.
Byłem przekonany, że orientuję się dość dobrze w rozmieszczeniu opuszczonych budynków w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, ale okazało się, że nawet najbliższe okolice potrafią mnie jeszcze zaskoczyć.
Za wskazanie obiektu i wyprowadzenie mnie z błędu wielkie dzięki dla Mateusza – mojego wyprawowego kompana.
Czas pozwiedzać
Dojazd na miejsce nie zajął mi wiele czasu. Dzięki wczesnej porze mogłem poświęcić go trochę więcej na dokładne zbadanie całego obiektu. Jak się pewnie domyślacie piramida to nie jest jedyny interesujący punkt, jaki się tu znajduje. Mało tego – nie jest to też jedyna piramida na tym terenie, chociaż chwilowo to na niej się skupimy.

Główna piramida ma 3 kondygnacje. Większość pomieszczeń, które możemy tu spotkać to niewielkie pokoje mieszkalne.

Ze względu na stan budynku, dziury i wszechobecną wilgoć dość kiepskim pomysłem jest eksplorowanie wszystkich 3 pięter. Zobaczcie sami:

Na pierwsze piętro można się udać w bezpieczny sposób, ponieważ mamy tu do dyspozycji betonowe schody.

Mamy tutaj kolejne, niewielkie i zawilgocone pokoje. Dalej zapuszczać się jednak nie polecam, bo może się to bardzo źle skończyć.
Część biurowa
Na parterze, ale z drugiej strony budynku znajduje się także dawne biuro, w którym do tej pory można znaleźć sporo pozostałości po czasach funkcjonowania obiektu.

Jest tu całkiem sporo różnych dokumentów, stare kalendarze, magazyny branżowe, pełno wizytówek oraz kilka książek.

Co w terenie piszczy?
Dosyć już skupiania uwagi na tym jednym budynku. Wspominałem po drodze, że nie jest to jedyna piramida, na jaką można tutaj trafić, prawda? Wystarczy odrobinę się rozejrzeć 😉

Idąc dalej napotykamy na swojej drodze basen. Swoją drogą musiało to być kiedyś całkiem klimatyczne siedlisko. Po drugiej stronie, prawie przy brzegu basenu wyłania nam się druga, znacznie mniejsza piramida.

Tutaj drzwi mamy otwarte, więc nie trzeba kombinować. Co jest w środku?

Wygląda na to, że jest to typowa altana grillowa. Przyznam szczerze, że to całkiem nieźle przemyślane rozwiązanie, bo nawet w przypadku brzydkiej pogody można było sobie tutaj śmiało organizować spotkania przy grillu.
Oczywiście piramida ma też drugą kondygnację. Wejście na piętro znajduje się jednak z drugiej strony, bezpośrednio z zewnątrz.

Tutaj znajdował się niewielki pokój, w którym nocowały wolontariuszki opiekujące się końmi.
I teraz zapewne pojawi się pytanie skąd mam takie informacje?
Otóż: obiekt ten jest od lat opuszczony, ale ma jednak swojego hm… opiekuna? Bardzo często można tutaj napotkać starszego człowieka, który jest samozwańczym dozorcą i obrońcą tego obiektu. Sam bardzo chętnie opowiada prawdopodobną historię tych zabudowań, często powtarza, że za dozorowanie właściciel jest mu winien sporo zaległych pieniędzy, by za chwilę dodać, że budynek jest obecnie w rękach państwowych. Myślę, że to bardziej kwestia braku lepszego zajęcia na emeryturze, jednak muszę przyznać, że Pan ten sumiennie i kilka razy dziennie pojawia się na terenie posiadłości.
Właśnie od owego Pana wiem, że tutaj kwaterowane były wolontariuszki opiekujące się końmi. Podobnie jak w kolejnym, pobliskim budynku.
Chatka na skraju

Ten niewielki budynek trochę wyróżnia się na tle obu piramid, głównie ze względu na odmienny styl i dość intensywny kolor dachu. Było tutaj kolejne kilka pokoi, a domek był ogrzewany kominkiem. Dziś popada w ruinę, choć jest nieustannie pilnowany przez nieruchomego strażnika obejścia.

No dobra, budynki mieszkalne i rekreacyjne mamy już opracowane. Jak wcześniej wspominałem – była tu prowadzona hodowla koni. Nie jakaś znowu ogromna, ale podejrzewam, że bardziej chodziło o jakość niż ilość. Aby pozwiedzać tą gospodarską część posiadłości musimy się jednak odrobinę cofnąć.

Hodowla koni
Tuż przy pierwszej piramidzie znajduje się niewielka nadbudówka. Wygląda to, jakby bezpośrednio z poziomu podwórka wystawał dach. Do środka można oczywiście wejść, budynek jest w stanie surowym i najprawdopodobniej nigdy nie został ukończony.

Jeśli przyjrzymy się bliżej temu zdjęciu, to zauważymy w przestrzeni pod belką kolejne pomieszczenie, znajdujące się na niższym poziomie. Jest to jedna ze stajni. Moim zdaniem w tej przybudówce magazynowane było lub miało być magazynowane siano. Wskazuje na to właśnie ta przestrzeń, która mogła pełnić funkcję zrzutową.

Aby się tam dostać i przyjrzeć się bliżej tej gospodarskiej części obiektu musimy najpierw okrążyć dużą piramidę i udać się w dół. Dopiero z tej perspektywy widać, że cały obiekt jest znacznie większy, niż się mogło od samego początku wydawać.

Już z tej perspektywy obiekt wydaje się duży, jednak to jeszcze nie jest pełny obraz sytuacji.

Hale i warsztaty
Z tego, co udało mi się ustalić – właściciel tej posiadłości prowadził na przylegającym do niej terenie pewien rodzaj działalności wydobywczej. Wymagało to zapewne wsparcia pracą wielu ciężkich maszyn, a te – jak każde inne lubią czasem płatać figle i łapać wszelkiego rodzaju usterki. W gospodarczej części obiektu znajduje się między innymi ogromna hala, która spokojnie mogła pomieścić nawet te najwięsze maszyny w celu ich naprawy.


Oprócz tego warsztatu jest tu także wiele innych, mniejszych hal, garaży i pomieszczeń. Nie będę się tu jednak wymądrzał odnośnie ich funkcji, bo mogło tu być wszystko. Pokażę Wam zatem zdjęcia 😉


Można tutaj trafić na sporo materiałów związanych z branżą hodowlaną.

And finally…
No i wreszcie, na samym końcu tej wizyty docieramy do stajni. W posadzce możecie dostrzec ślady i pozostałości po konstrukcjach boksów. Niestety jakiś złomiarz musiał się już o te brakujące elementy zatroszczyć.

Jest to dokładnie to pomieszczenie, które mogliśmy zobaczyć przez otwór zrzutowy piętro wyżej. Nie wiem ile zwierząt mogła pomieścić ta stajnia, ale obok znajduje się jeszcze jedna, znacznie mniejsza. Ma osobne wejście i tylko dwa boksy, być może służyła jako kwatera dla rozbrykanej parzystokopytnej młodzieży?
Słowo na niedzielę
Być może ten obiekt jest nieco zniszczony, zdecydowanie nie natrafimy tutaj na dobrze zachowane elementy wyposażenia i ślady niedawnej obecności dawnych właścicieli, ale to nie zmienia faktu, że czuć tutaj pewną energię i klimat. Nie do końca wiadomo dlaczego posiadłość została porzucona, prawdopodobnie biznes związany z wydobyciem poważnie podupadł i przestał być opłacalny. Wielka szkoda, bo gdyby sprawy potoczyły się inaczej… Właściciel był na tyle pomysłowy i ekscentryczny, że z pewnością czymś jeszcze mógłby tutaj zaskoczyć.
Dziś piramida stoi sobie smutno pośrodku dużej połaci terenu. Odwiedza ją samozwańczy dozorca, czasem ktoś z aparatem, częściej lokalni motocykliści enduro. Mi już zawsze będzie się kojarzyła z pewną dozą oryginalności. Szkoda tylko, że budowanie tej intrygującej wizji nie mogło dobiec końca. Nie ważne jakie były tego powody.
